fbpx
By 2 sierpnia 2019 26 kwietnia, 2021 No Comments
Box 1CultureLifestyle

Sami sobie zgotowali ten los? Nie, celebryci też mają prawo do prywatności

Wielu z nas dałoby wszystko bądź bardzo wiele, by stać się rozpoznawalnym. Czy jednak zastanawialiśmy się z jakimi wyrzeczeniami wiąże się sława oraz jak bardzo naraża nasze prywatne życie na obnażenie?

Pamiętacie aferę z wyciekiem nagich zdjęć Jennifer Lawrence z 2014 r? Grupa hakerów wykradła z urządzeń poufne dane gwiazdy, w tym jej rozbierane zdjęcia. Następnie fotografie zostały wypuszczone do sieci, co oczywiście wywołało duży skandal. Aktorka zdecydowała się oskarżyć grupę hakerów o przestępstwo seksualne. W śledztwo włączyło się FBI i zaczęło szukać sprawców przecieku.

Jednym ze sprawców okazał się niejaki George Garofano, który ostatecznie przyznał się do winy w zeszłym roku. Oprócz wypuszczenia do sieci nagich zdjęć Lawrence (i kilku innych gwiazd) Garofano przyznał się także do wysyłania im fałszywych e-maili, podszywając się pod pracownika Apple. W ten sposób wyłudzał poufne dane, które umieszczał na specjalnie stworzonej w tym celu stronie internetowej. Wymieniał się też zdobytymi informacjami z innymi osobami. Mężczyzna trafił do więzienia, gdzie spędził 8 miesięcy. Dodatkowo swoje winy odpokutował 60 godzinami prac społecznych. Poszkodowana aktorka udowodniła zaś, że status celebrytki nie sprawia, iż ktokolwiek może deptać jej prawo do prywatności i intymności. Czy to wyjątek potwierdzający regułę?

Nieważne, co piszą, ważne, że piszą?

Każdy człowiek ma prawo do prywatności. Jest to jedno z podstawowych przysługujących nam praw. Przynajmniej teoretycznie, bo w przypadku celebrytów sprawa zawsze jest dyskusyjna. Zwłaszcza, że w dobie social mediów wiele gwiazdek zbudowało i buduje swoją karierę właśnie na sprzedawaniu najbardziej intymnych aspektów życia.

Oczywiście korzystanie z portali społecznościowych przez osoby publiczne generuje ryzyko do naruszenia ich prywatności. Możliwość oznaczania się w różnych miejscach, relacje live – jeśli nie korzysta się z nich rozsądnie, są niczym zaproszenie do rozmaitych nadużyć. Ale jak to wygląda pod względem formalnym? Czy prawo w jakikolwiek sposób reguluje prawo do prywatności osób publicznych?

Otóż w polskim orzecznictwie przyjmuje się najczęściej, że art. 14 ust. 6 prawa prasowego nie chroni prawa do prywatności osoby publicznej przed ingerencją prasy wówczas, gdy przemilczenie informacji byłoby szkodliwe dla interesu publicznego. Nie można także uznać, iż wyrok narusza konstytucyjne prawo do swobody wypowiedzi. Wolność słowa nie ma bowiem charakteru absolutnego, podlega ograniczeniom m.in. ze względu na ochronę dóbr osobistych.

Europejska Konwencja Praw Człowieka gwarantuje każdemu z jednej strony prawo do prywatności, z drugiej – do wolności wypowiedzi. Od czasu wejścia w życie ustawy o wyżej wymienionych prawach w 2000 r. można dochodzić swoich praw przed sądami we wszystkich państwach należących do wspólnoty europejskiej. Oba orzecznictwa są uprawnieniami kwalifikowanymi (lub ograniczonymi), co oznacza, że mogą być ograniczone w pewnych sytuacjach. Na przykład: jeśli dana sprawa leży w interesie publicznym, sędzia może orzec, że prawo celebrytów do prywatności powinno być ograniczone dla większego/wyższego celu/ dobra poinformowania społeczeństwa.

Warto przy tym zaznaczyć, że w przypadku różnych „sensacji” dotyczących prywatnych spraw gwiazd artykuły 8 (prywatność) oraz 10 (wolność wypowiedzi) często wchodzą w konflikt. Prawa do prywatności i swobodnej wypowiedzi mają jednakowe znaczenie właśnie z prawnego punktu widzenia, więc znalezienie równowagi między nimi może być problematyczne.

Podsumowując, prawo do prywatności osoby publicznej chroni przed plotkami ingerującymi w sprawy osobiste i intymne jeśli nie mają one związku z popularnością celebryty. Jeśli ktoś jest więc znany z tego, że się o nim plotkuje, a w dodatku sam podkręca atmosferę, sam naraża się na ingerencję w swoją prywatną sferę.

AJ